wtorek, 7 lipca 2015

Gotuj z miłością! Czyli wesoły zestaw do gotowania dla Młodej Pary

Myślę że nadeszła już odpowiednia pora na to, żeby pokazać Wam co wymyśliłam na czerwcowy ślub mojej kuzynki.

W rękodzieło wkręcam się coraz bardziej, i bardziej, i bardziej, dlatego nie było mowy o tym, żeby nie podarować jej i jej małżonkowi prezentu, choćby w pewnej części wykonanego własnoręcznie. Ale nie powiem - najpierw rozważałam poszukanie jakiegoś "gotowca" - bałam się, że na ręczne twory zabraknie mi czasu, zwłaszcza że w tamtym okresie miałam jedno kolokwium za drugim... Koniec końców nic odpowiedniego dla przyszłej-obecnej Młodej Pary nie znalazłam, więc trzeba było wziąć się do roboty!

Kuchenny zestaw dla dwojga - żeby przyjemniej się gotowało :)

Wymyśliłam więc, że uszyję Młodej Parze komplet fartuszków kuchennych - dla Niej i dla Niego, i namaluję na nich jakieś zabawne napisy, żeby kuzynce i jej mężowi przyjemniej się gotowało. ;)
Obgadałam pomysł z mamą, poleciałam z nią na zakupy do jednej z poznańskich pasmanterii ("Bławatek" na ul. Dąbrowskiego, niedaleko Rynku Jeżyckiego). Po naradach i oględzinach tkanin dostępnych w sklepie zaopatrzyłam się w brązowy i błękitny len (oraz w kilka innych rzeczy, jak szaleć to szaleć!), a po powrocie do domu zaczęłam konkretnie obmyślać plan działania...

Samo uszycie fartuszków nie było większym problemem, nabrałam bowiem wprawy przy wcześniejszych fartuszkowych akcjach (poczytać o nich możecie tutaj, tu i jeszcze tutaj). 


Postanowiłam przy błękitnym fartuszku użyć lamówki w kolorze brązowym i na odwrót, dzięki czemu oba fartuszki wyglądają jak komplet z prawdziwego zdarzenia.
Zastanawiałam się długo nad tym czy przyszyć kieszonki, czy nie. W końcu stwierdziłam, że wręcz muszę to zrobić - przecież mogłabym do nich wsadzić kilka zdrapek czy kuponów z lotka!

Jak wiadomo, przy wspólnym gotowaniu może zrobić się gorąco...
Więc doszyłam jeszcze kuchenne rękawice!


A po szyciu przyszedł czas malowania.





Gdy fartuchy zostały już zmalowane stwierdziłam, że rękawice prezentują się przy nich dość blado...


Dlatego, podobnie jak fartuszki, również i je ozdobiłam! 
Żeby nikt się nie pomylił - rękawice zostały "podpisane". 






Uff, koniec roboty! 
A jak wygląda całość? To może jakieś zdjęcie na bezgłowej postaci? ;) 




Pozując w tymi rękawicami czułam się niczym bokser wychodzący na ring!
Jednak w takim stroju mogłabym jedynie ubić ciasto. :)


Mam nadzieję, że fartuszki się spodobały i Młoda Para może w nich gotować z miłością!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...