czwartek, 26 października 2017

Moje wakacyjne greckie dzierganie!

We wrześniu miałam okazję po raz pierwszy w życiu poczuć śródziemnomorski wiatr na twarzy, poopalać się w gorącym zagramanicznym słońcu i... przy okazji podziergać w przerwach od kąpieli w słonym jak jasny gwint morzu! ☺
Dziś podrzucę Wam moc słońca i ciepła - wybierzmy się wspólnie na fotopodróż na Kretę!

Adzik plaża rękodzieło


Swoje musiałam wyczekać (i się napracować;), żeby wyruszyć w taką podróż. Och, warto było być cierpliwym! 

Miejsce wypoczynku i błogiego lenistwa: Ammoudara na Krecie

Taki był widoczek z hotelowego pokoju...

(@adziktworzy)

...a tak prezentowała się plaża, do której spacerkiem było kilka minut drogi.



Widoki były cudowne, temperatura idealna (nawet mimo wrześniowej pory!), a woda miodzio! Tylko w smaku nie była taka słodka. ;) 

Ale nie ma co się wylegiwać, przecież warto też pozwiedzać! Wspólnie ze znajomymi wybraliśmy się w rejs statkiem na Wyspę Piratów. I czekała nas tam niezła wspinaczka po mocno stromej górce. Widoki ze szczytu wynagrodziły nam jednak zmęczenie i wysiłek w palącym słońcu.



Nie było opcji, żeby piesek Horacy nie poleciał z nami na wakacje! Nawet na wyprawę na Lagunę Balos, położoną przy zachodnim wybrzeżu Krety, się załapał. 

pies wakacje Adzik
Horacy - pierwszy border collie na Balos 

Poza tą wycieczką zrobiliśmy sobie pieszą wyprawę do Heraklionu, stolicy Krety. Tak poza widokami, to jeszcze Freddo było świetne! 

 (@adziktworzy)



A później czekała na nas plaża i kąpiele słoneczne... Czego chcieć więcej?☺
Tutaj widać tylko moje nogi, ale jeśli chcecie zobaczyć bikini, które szyłam sobie tuż-tuż przed wyjazdem, to kliknijcie TUTAJ. Można powiedzieć, że w tym bikini jestem jak pomponiara!



Horaś też się poopalał, ale stwierdził, że nie wejdzie do słonego morza, bo mu się futerko zmechaci. Za to ładnie pilnował mojej torebki (swoją drogą, ją też uszyłam i to w dzień odlotu z Polski. To sobie ptaszki poleciały!).




Grecy są bardzo gościnni i... w jednej knajpce piliśmy ichnią wódkę z właścicielem. I to bez popity! :) Za to dostaliśmy pysznego arbuza na zagrychę. 

Z kolei w najlepszej pizzerii, gdzie ser na pizzy był rozpuszczony tak pięknie jak bezstresowo wychowywane dzieciaki, dodatki były świeżutkie jak truskawki jedzone prosto z krzaczka, a ciastko cienkie i delikatne, w dodatku wysmarowane niemalże chwilę wcześniej zmiksowanymi pomidorami... No, to tam właściciel uraczył nas białym winem. ☺Dajcie mi pyszne jedzenie, a będę o nim pamiętać miesiącami! Jakaż ta pizza była PYSZNA! A, i winko też całkiem smaczne. ;)

Oprócz pana częstującego winem był tam też kocur, który spacerował po części restauracji znajdującej się na świeżym powietrzu.
Akurat ten zwierzak czuł się w tym miejscu jak u siebie, chyba był w tej pizzerii stałym bywalcem. Nie zmienia to jednak faktu, że po całej Krecie biegało mnóstwo bezpańskich psów różnorakiej wielkości i maści (można je było spotkać w większości na plażach) oraz wałęsało się sporo bezdomnych kotów (w bocznych uliczkach, przy śmietnikach, nawet na terenie hotelu było kilka kociaków).




Wszystko co piękne kiedyś się kończy i szybko jak z bicza strzelił minęło nam 10 dni lenistwa, plażowania i opijania się Mythosem (miejscowe piwko, polecam!). 

Przed wylotem przypomniało mi się, że chciałam nazbierać kamyczki na pamiątkę. Albo dobra, będę z Wami szczera - chciałam coś nazbierać do celów biżuteryjnych. ;) Trafiło mi się kilka płaskich kamyków, na których planuję poćwiczyć beading i zrobić im koralikowe oprawy.

Jakby kto pytał, to tę plecioną bransoletkę też sobie zrobiłam (więcej jej zdjęć zobaczycie w Splecionych Pastelach).




Wracając do tytułu posta - nadziergałam się w Grecji i na plaży, i na balkonie hotelowym, i podczas popołudniowych sjest. Powstała tam m.in. podkładka, która zapozowała do zdjęć z książkami na wymianę oraz w BookTour z "Kalesonami Sokratesa". Powstał też mały prostokącik z włóczki ze zdjęcia poniżej, ale w dzień wyjazdu zachciało mi się z niej wyszydełkować ażurowego kwiatka. Wzoru pod ręką żadnego nie miałam, więc improwizowałam! ☺

A tak dziergałam ostatniego dnia (klik!)

Powiem Wam, że minął miesiąc od powrotu do Polski, a ja już bym chciała powrócić do Grecji! Najbardziej tęsknię za tą cieplutką, słoneczną pogodą...

Już nie mogę się doczekać kolejnego takiego wyjazdu. Tylko jeszcze nie wiem gdzie, kiedy i skąd wezmę na to miliony monet! A, i trochę lot samolotem mi nie podpasował. Bać się nie bałam, ale z powodu zmiany ciśnienia łeb mi pękał, bolały zatoki, ale najgorsze i tak były cholernie silne zawroty głowy... Cóż, na lądzie od dzieciaka mam chorobę lokomocyjną, to i w trakcie lotu coś musiało mi się dać we znaki.

Mam nadzieję, że poprawiły się Wam humory od takiej dawki słońca i teraz jesienna chandra szybko Was nie dopadnie! Łapmy dużo słońca w te nieliczne pogodne dni, a gdy powieje chłodem - grzejmy się pod kocami (warto wydziergać coś ciepłego, np. TemperatureBlanket na raty - klik) z gorącą herbatą w łapkach. Do lata czas nam szybko zleci! ;) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...